
Predjamski Grad – Zamek Wykuty w Skale
Zamek Predjamski Grad to jeden z najbardziej przykrych zamków Europy. Oślizgłe skalne ściany, wiecznie wilgotne drewniane łóżka, przenikliwe przeciągi i kolonie nietoperzy kryjących się po kątach to tylko kilka jego atrakcji. A jednak 500 lat temu Predjamski Grad pełnił funkcję siedziby Erazma Lüggera, legendarnego słoweńskiego „Robin Hooda”, który zabierał bogatym a rozdawał biednym.
Z kolei ze względu na położenie wewnątrz skały, Predjamski Grad trafił do Księgi Rekordów Guinnessa. System jaskiniowy zamku liczy bowiem aż 19 km. Warto jednak zaznaczyć, że nie jest połączony z oddaloną o dziewięć kilometrów jaskinią Postojna.
Jak wygląda Predjamski Grad? Jak zaplanować zwiedzanie? Wszystkiego dowiesz się w dzisiejszym artykule.
Ruszamy? Ruszamy!
Predjamski Grad
Zamek Predjamski Grad wykuto w 123 metrowej jaskini, pod którą przepływa podziemna rzeka Lokva. Świat usłyszał o nim po raz pierwszy już w XII wieku, ale dopiero 300 lat później nabrał kluczowego znaczenia. Część jaskini, będącej również integralną częścią zamku, jest już martwa, czyli nie pogłębiają się w niej procesy krasowe. Przyczyną tego stanu rzeczy jest naturalnie człowiek, który przez lata wykuwał tam tunele, tajemne przejścia i sztolnie.
Na przestrzeni wieków, Predjamski Grad przechodził z rąk do rąk. Należał do rodziny Kobenzi, którzy kupili go od Habsburgów, a także do rodziny Coronini. Ci pierwsi zamurowali tajemne przejścia, bo złodzieje wynosili tamtędy zamkowe skarby. Z kolei ci drudzy zaciekle bronili zamku przed upadkiem w czasie wojen napoleońskich. Po drugiej wojnie światowej, Predjamski Grad został znacjonalizowany, odremontowany do swojej wersji z XVI wieku i udostępniony turystom. Przy okazji renowacji w 1991, w zamku znaleziono skarb, który można obejrzeć w pobliskim muzeum.

Słoweński „Robin Hood”
Był zwykły, deszczowy dzień pewnej jesieni średniowiecza, gdy na świat przyszedł Erazm Lügger, syn gubernatora Triestu i późniejszy kasztelan zamku Predjamski Grad. W 1483 roku, młody Erazm wdał się w bójkę i zabił pewnego faceta spokrewnionego z Fryderykiem III Habsburgiem. Aby uniknąć zgubnych konsekwencji, uciekł do zamku w Predjamie. Położenie zamku było idealne, bo w sąsiedztwie przebiegała Jamborna cesta, średniowieczna autostrada łącząca Morze Śródziemne z Prealpami.
Erazm zakolegował się z Maciejem Korwinem, uważanym za najwybitniejszego króla Węgier i Chorwacji i antykróla Czech. Zaczął napadać na miasta Habsburgów w słoweńskiej krainie o nazwie Kraina (Kranjska). Fryderyk III Habsburg stracił cierpliwość i wysłał kolejnego gubernatora Triestu, aby ten zagłodził ukrywającego się w zamku Erazma.

Jednak ani Fryderyk, ani gubernator nie wiedzieli, że na tyłach zamku znajduje się wielka jaskinia, a za nią 40-metrowy tunel, którym dowożono żywność ze słonecznej doliny Vipava wprost do zamku. Nie mieli też pojęcia o istnieniu sekretnej studni wewnątrz jaskini. Była niezatruwalna i dostarczała świeżej i czystej wody.
W ciągu ostatnich 500 lat rozwinęło się wiele legend. Jedna z nich głosi, że Erazm Lügger był mądrym i dobrym baronem, który rozdawał biednym pieniądze i jedzenie skradzione Habsburgom. Inna wspomina o tym, że zginął siedząc na sedesie w zamku. Wiadomo, zamek bez legendy nie istnieje. Pozostaje jednak fakt, że istnieje i tajna jaskinia i tajna studnia i tajny tunel i dziś można je zwiedzać. Byłam, widziałam, potwierdzam!

Komnaty mieszkalne
Nigdy w życiu nie chciałabym mieszkać w zamku Predjamski Grad. Nie tylko komnaty mieszkalne, ale nawet te najbardziej reprezentacyjne (na przykład sala jadalna) sprawiały wrażenie nieprzyjemnych. Małe okna nie wpuszczały prawie światła słonecznego (inna sprawa, że akurat lał deszcz), a ściany były mokre, zimne i pokryte pleśnią. Współczułam Erazmowi Lüggerowi, że musiał tu mieszkać.

Kuchnia ze skromnym paleniskiem i żelaznymi kociołkami przypominała wnętrze jaskini Janosika. Toaletę stanowił otwór w gołej skale, z ekskrementami spływającymi po zamkowych ścianach. Na szczęście od zewnętrznej strony, ale zapach i tak musiał być odpychający.
Jedynym pomieszczeniem, który dawał namiastkę domu, był tak zwany „Ogrzewany Pokój.” Jak nazwa wskazuje, pokój był ogrzewany, jako jedyne pomieszczenie całego zamku. Wyłożony drewnem od podłogi, przez ściany, po sufit, miał w sobie coś z habsburskich pałaców. Wystrój dodatkowo ocieplał gruby dywan i łóżko z baldachimem. Nawet okna były tu jakby większe i ozdobione kwiatami w donicach. Prawie jak w domu, a jednak w skale.

Kaplica św. Anny
Dość posępny widok zastałam jednak przez ścianę, w kaplicy św. Anny. Zachowało się tu kilka rzeźb, które nijak nie zdobiły pomieszczenia. Skalne ściany za rzeźbami były wręcz zielone od zgniłych glonów i pleśni. Kaplica była do tego stopnia niegościnna, że Erazm i jego rodzina uczestniczyli w Mszy Świętej schowani w przylegającym do niej „Ogrzewanym Pokoju.” W sąsiedztwie kaplicy mieścił się pokój księdza, również pełen pleśni. Zgrozy dodawał mu dodatkowo otwór w podłodze, przez który widać było fragment czarnej jaskini mieszczącej średniowieczną salę tortur.

Okno na świat i dzwon
Aby choć trochę wyrwać się z tej ponurej pieczary, wyszłam na skalny balkon. To miejsce całkowicie wykute w oknie skalnym, z zewnątrz wyglądający po prostu jak dziura prowadząca do jaskini. Rozpościerał się stąd w miarę przyjemny widok na zieloną Dolinę Lokva oraz otaczający ją krasowy krajobraz wyżynny. Obok znalazłam żelazny dzwon. Według legendy, wystarczyło szczerze wypowiedzieć jakieś życzenie i zadzwonić dzwonkiem. Niegdyś dzwon pełnił bardziej praktyczną funkcję, a mianowicie ostrzegał mieszkańców zamku przed najazdem wroga. Szykowano wówczas wrzącą smołę, którą wylewano na głowy habsburskich wojsk.
W pomieszczeniu obok, na poduszce, drzemał kot. Zamek od razu stał się bardziej przyjazny.

Zamek z zewnątrz
Deszcz rozpadał się na dobre, więc schowałam się w restauracji z widokiem na zamek. Nie odmówiłam sobie słynnej kremówki i gorącej kawy z mlekiem. Trzeba przyznać, że z zewnątrz Predjamski Grad prezentuje się zjawiskowo. Kilka pięter, elegancka fasada i piękne skalne otoczenie zupełnie nie przygotowują psychicznie na pobyt w jego murach. Zupełnie nie dziwi, że wiele osób ogląda zamek jedynie z zewnątrz. Ja jednak nie żałuję ani chwili spędzonej w środku – zwiedziłam pewnie ze 100 zamków w Europie i ten był nie do zapomnienia i nie do pomylenia z żadnym innym.

Predjamski Grad – FAQ
Zamek Predjamski Grad leży w południowo-zachodniej Słowenii, około dziewięć kilometrów od słynnej jaskini Postojna.
Zwiedzanie wnętrz zamku Predjamski Grad wraz z audioprzewodnikiem trwa zazwyczaj około godziny.
Rezerwacja nie jest obowiązkowa, ale jest wysoce zalecana w sezonie letnim, aby uniknąć kolejek do kasy.
Parking znajduje się bezpośrednio przed samym wejściem do zamku Predjamski Grad. Postój na nim kosztuje 3 € za każdą rozpoczętą godzinę. Niestety jest dosyć mały i szybko się zapełnia, także poza sezonem. Wtedy można podjechać 200 metrów dalej na większy parking.
Jest to bilet łączący jaskinię Postojną i zamek Predjamski Grad. Warto najpierw zwiedzić jaskinię, a potem zamek. O ile Postojną zwiedza się o określonej godzinie (z przewodnikiem), tak wejście do zamku jest o dowolnej godzinie (bez przewodnika).
To zależy. Fani zamków na pewno będą zachwyceni. Z kolei osoby szukające estetycznych wnętrz wyjdą zdegustowane.
Zwiedzanie zamku można połączyć z jaskinią Postojna, Lublaną, Idriją, jeziorem Bled, wąwozem Vintgar oraz Piranem i Zatoką Księżycową.
Chcesz być na bieżąco? Zaobserwuj Tierra Bonita w mediach społecznościowych!






