
Wahiba Sands – Pustynia, Beduini i Wielbłądy
Wahiba Sands, pustynia w północnym Omanie, potrafi zahipnotyzować. Morze złotych wydm falujących na wietrze, cisza przerywana jedynie szelestem piasku i poczucie nieograniczonej przestrzeni sprawiają, że łatwo tu zapomnieć o całym świecie. To królestwo Beduinów, wielbłądów i naprawdę dzikiej przyrody.
Opuściłam dziś góry Al Hadżar i klimatyczną Nizwę i skierowałam na zachód Półwyspu Arabskiego. Leży tu pustynia Wahiba Sands, której nazwa wywodzi się od dawnego plemienia Wahiba. Zostawiłam auto na parkingu w Bidiyah i udałam w 11-km podróż przez piaski do obozowiska Beduinów, gdzie spędziłam wieczór, noc i poranek.
Wybieracie się na pustynię Wahiba Sands i zastanawiacie się, czego się spodziewać? Dzisiejszy artykuł przybliży ten niezwykły zakątek Omanu, pozwoli poznać życie codzienne współczesnych Beduinów i pomoże zaplanować podróż na własną rękę.
Ruszamy? Ruszamy!
Wahiba Sands
Wahiba Sands to piaszczysta pustynia, długa na 200 kilometrów i szeroka na 100. Latem słupki rtęci przekraczają 56 °C, a zimą spadają do 27 °C. Gdy w najzimniejsze, grudniowe noce termometry wskazują 5 °C, Beduinom tak bardzo marzną dłonie, że nie są w stanie wyprostować palców. Trudno im wyobrazić sobie śnieg i przymrozki polskiej zimy.

Jeszcze 50 lat temu, pustynię Wahiba Sands zamieszkiwały skłócone ze sobą plemiona. Gdy tylko władzę w Omanie przejął Sułtan Qaboos, zapanował tu pokój. Sułtan wytłumaczył, że wszyscy są Omańczykami i nie ma potrzeby, aby kontynuować walki. Polecił wybudować 20 wiosek na północnej krawędzi pustyni, umożliwiając dostęp do szkół, szpitali i miejsc pracy.

Beduini stopniowo porzucali życie nomadów i osiedlali się w wioskach. Przed 1970 r., pustynia Wahiba Sands była domem dla blisko 10 000 Beduinów, przemieszczających się w poszukiwaniu pożywienia dla zwierząt. Aktualnie, w 2025 roku, zostało ich zaledwie pięciuset. Krążą wśród piaszczystych wydm i zatrzymują się tam, gdzie znajdą kępki lichych traw dla wielbłądów, najważniejszych zwierząt na pustyni.
Zachód słońca
Bezsprzecznie największą atrakcją pustyni Wahiba Sands są zachody słońca. Około pół godziny przed planowanym zachodem udałam się na spacer na piaszczyste wzgórza. Wejście na wydmę okazało się nie lada wyczynem. Nogi zapadały się w piachu, a złote drobinki sypały w oczy, wdzierały się do obiektywu i oblepiały butelki z wodą.

Niektóre wydmy miały ponad 100 metrów wysokości, więc zarówno wejście jak i zejście stanowiło wyzwanie. Za to widoki wspaniałe!
Niesamowite jak szybko zrobiło się zimno! Nie na tyle, aby zakładać bluzę, ale chłód dało się odczuć na piasku. Za dnia, nie sposób przejść tu gołą stopą, bo można się poparzyć. Ale gdy tylko słońce znika za horyzontem, piasek staje się przyjemnie chłodny, a nawet wręcz zimny. Można wtedy usiąść na wydmie i podziwiać ogrom pustyni, światełka obozowisk Beduinów i ogniska Omańczyków, którzy przybywają tu na noc z własnymi namiotami.

Ognisko na pustyni
Po zachodzie słońca i po kolacji, Beduini rozpalili ognisko. Usiadłam na zimnym piasku i wsłuchiwałam w trzaskające drewienka. Powoli zaczęły wschodzić gwiazdy, w tym oczywiście Gwiazda Polarna, jedna z kluczowych gwiazd w Wahiba Sands. Pojawiły się wąsate żuki, zwabione ciepłem i światłem ogniska. Abdullah, syn właściciela obozowiska, rozpoczął ciekawą opowieść.


Wielbłądy
Dawno, dawno temu, pustynię Wahiba Sands, przecinały karawany wielbłądów. Nie znano wówczas pieniędzy, a w Omanie kwitł handel wymienny. Owoce, warzywa i ryby z wybrzeża transportowano w głąb pustyni, w zamian za produkty, których dostarczały same wielbłądy.
Dla Beduinów, wielbłądy są wszystkim. Z ich grzywki robią skarpetki, z łopatki tabliczki do pisania, a ze skóry torby na wodę. Dodatkowo, używają odchodów wielbłądów jako opał. Oczywiście jedzą też wielbłądzie mięso i piją ich mleko.

Wielbłądy od wieków stanowiły źródło ich zarobku. Przed wynalezieniem samochodów, pielgrzymka do Mekki, będąca jednym z pięciu filarów wiary muzułmańskiej, zajmowała 45 dni w jedną stronę. Beduini zarabiali więc jako przewodnicy karawan i opiekunowie wielbłądów. Sami będąc muzułmanami, mieli wówczas okazję odbyć tę najważniejszą w życiu pielgrzymkę.

Obecnie pracują jako szkoleniowcy – przygotowują zwierzęta do udziału w dochodowych wyścigach wielbłądów, będących narodowym sportem Beduinów. Gdy wielbłąd wygra wyścig, bogaty szejk z Kataru czy Emiratów zostawia trenerowi napiwek, zwykle w postaci najnowszego modelu Ferrari. Beduini prowadzą również obozowiska dla turystów, coraz liczniej odwiedzających Wahiba Sands.
Nie ma wody na pustyni?
Wbrew pozorom, na pustyni jest woda, trzeba ją tylko umieć znaleźć. W poszukiwaniu źródeł wody, Beduini wykorzystują nieliczne krzewy i drzewa. Wychodzą z założenia, że jeśli drzewo wyrasta 10 metrów nad powierzchnię piasku, rośnie też 10 metrów w dół. W tym miejscu kopią studnie głębinowe. Studnia w obozowisku Wahiba Bedouin Rustic Camp ma aż 170 metrów głębokości!
Na pustyni Wahiba Sands w Omanie nie ma jednak ani jednej oazy. Jak wytłumaczył Abdullah, oazy tworzą się w miejscach kamienistych, gdzie skały są w stanie zatrzymać wodę na powierzchni. W ubiegłym roku padało tu tylko raz, przez 45 minut. Woda wyschła momentalnie.

Karawaną przez pustynię
Choć do obozowiska dociera się szeroką, piaszczystą prawie-autostradą, pozostałe szlaki komunikacyjne prowadzą wprost przez nieprzebyte piaski. Beduini podróżują zarówno w dzień, jak i w nocy i nigdy się nie gubią. Nocą, szukają Gwiazdy Polarnej. Z kolei w dzień wbijają patyk w piasek i obserwują rzucający cień, jak w zegarze słonecznym. W czasie niepogody, szukają kępek trawy. W Wahiba Sands wiatr zawsze wieje z południa, więc jeśli piasek nawiało po jednej stronie kępki trawy, to wiadomo, że tam jest południe.

Technologia na pustyni
Bycie Beduinem nie przeszkadza w zdobyciu wykształcenia. Abdullah jest tego znakomitym przykładem, będąc jednocześnie Beduinem i inżynierem mechanikiem. Przy ognisku opowiadał o technikach wydobywania wody, ale też o solarach, dzięki którym do obozowiska dociera prąd.
Kiedyś życie na pustyni Wahiba Sands było ciężkie. Beduini musieli ręcznie wyciągać wodę ze studni głębinowych. W karawanach, ciągnących przez Wahiba Sands, na jednego wielbłąda wyciągano po 100 litrów wody dziennie. Trzeba było je również transportować. Obecnie wielbłądy nauczyły się, gdzie znajdują się stałe obozowiska i codziennie rano przychodzą sobie na śniadanie.
Zdaniem Abdullaha, technologia nie przeszkadza Beduinom w zachowaniu tradycji, ale ułatwia codzienne życie. On sam nie mieszka już w namiocie, a w murowanym domu w jednej z okolicznych wiosek, korzysta z Internetu i innych dobrodziejstw cywilizacji.
Taniec Beduinów
Przy ognisku miałam też okazję poznać lokalny taniec Beduinów, pełniący funkcję biura matrymonialnego. Panowie tańczą w kole, a panie siedzą po zewnętrznej stronie kręgu. Gdy jakaś panna wpadnie komuś w oko, puszcza się jej oczko. Jeśli jest zainteresowana, spuszcza głowę i udaje nieśmiałą. W przeciwnym razie, chwyta w dłoń garść piasku i przesypuje go jak klepsydra.
Aby upewnić się co do wzajemności, Beduin puszcza oczko trzy razy. Jeśli po trzecim razie panna wciąż udaje nieśmiałą, idzie z wizytą do domu rodzinnego Beduinki, aby móc się z nią zapoznać. Jeśli panna trzeci raz z rzędu przesypuje piasek, a Beduin nie daje za wygraną, wówczas do jego domu udaje się z wizytą ojciec i brat Beduinki. Młody zalotnik ma wtedy przechlapane.

Pustynna medycyna
Choć współcześni Beduini z Wahiba Sands korzystają ze współczesnej medycyny, zachowali wiedzę o dawnych sposobach leczenia najczęściej występujących dolegliwości. Tu również uciekają się do wielbłądów, wytwarzając insulinę z ich moczu.
Dodatkowo, suszą czarny tusz z mątwy. Powstaje w ten sposób kahl, rodzaj czarnego eyelinera. Smarują nim wewnętrzną część oka, chroniąc przed podrażnieniami oczu, wywołanymi piachem wiejącym w oczy. Kahl używany jest bardzo powszechnie w Omanie, a oprócz walorów zdrowotnych i estetycznych, chroni również przed złym urokiem.
Noc w namiocie
Po ognisku udałam się na nocleg do namiotu. Wykonany z bardzo grubej tkaniny, nie przepuszcza ani odrobiny światła. Księżyc czmychnął za wydmy prawie od razu, więc noc była wyjątkowo ciemna, choć rozgwieżdżona. Uchyliłam poły namiotu, w oddali widząc jedynie niewielką łunę dochodzącą z jednej z wiosek, przylegających do Wahiba Sands.

Poranek w obozowisku
Jak zwykle na wakacjach, budzik wyrwał mnie ze snu o 5:30. Zerwałam się ochoczo i od razu udałam w kierunku wydm. Pojawił się pasek słońca, oddzielając złoty piasek od błękitnego nieba. Wydmy zaczęły parzyć w stopy, a powietrze drgać z gorąca. Pora wracać do namiotu i wysypać z butów dwa kilo piasku.

Po śniadaniu, pracownicy obozowiska zabrali się do karmienia zwierząt, zapraszając mnie do pomocy. To typowa rozrywka w obozowiskach Beduinów, którzy w ten sposób pokazują gościom namiastkę ich codziennego życia. Na dźwięk otwieranej furtki, w zagrodzie zrobił się tumult i nagle wyległy z niej kozy. Można było je wydoić i nakarmić.

Spojrzałam w kierunku wydm i dostrzegłam fatamorganę. Zaraz, zaraz… To nie fatamorgana! Oto nadciągały pustynne wielbłądy, licząc na śniadanie. Wielbłądy żyją tu półdziko, spacerują gdzie chcą i przychodzą gdy chcą, wiedząc jednak, że o poranku dostaną tu ziarno i siano, a także świeżą wodę prosto ze studni.

Dorosłe wielbłądy chętnie jadły z ręki i dawały się pogłaskać. Dwa sześciomiesięczne wielbłądziątka były bardziej podejrzliwe i raczej trzymały się dorosłych zwierząt. Najedzone, oddaliły się w stronę wydm, a ja wróciłam do namiotu i spakowałam walizkę. Żona właściciela obozowiska, ubrana w charakterystyczną maskę przypominającą dziób ptaka, odwiozła mnie do Bidiyah, gdzie czekało auto.


Choć przygoda na pustyni dobiegła końca, to przecież jeszcze nie koniec podróży po Omanie. Przed powrotem do Maskatu zamierzałam zatrzymać się w Sur, mieście Sindbada Żeglarza, przepłynąć łodzią do Wadi Shab i zwiedzić zabytkowe forty z gliny na Rustaq Loop.

Wahiba Bedouin Rustic Camp
Beduini idą z duchem czasu i nocleg w namiotach w ich obozowiskach można znaleźć na Bookingu. Tak znalazłam „Wahiba Bedouin Rustic Camp”, który okazał się jednym z najciekawszych noclegów w Omanie. W szczycie sezonu, przypadającym na grudzień, nocuje tu nawet 100 gości z całego świata.
Namioty w Wahiba Sands
Obozowisko Wahiba Bedouin Rustic Camp składa się z przytulnej recepcji i kilkunastu przestronnych namiotów. Co ciekawe, dociera do nich szybki, bezprzewodowy Internet. To osobliwe uczucie połączyć się na rozmowę z Polską wprost z omańskiej pustyni. Choć dzięki panelom słonecznym w namiotach można włączyć światło, nie ma tu gniazdek elektrycznych i telefony ładuje się w recepcji.

W namiotach nie ma też klimatyzacji, ale nocą nie jest potrzebna. Największy gorąc można przeczekać w recepcji, urządzonej w tradycyjnym, omańskim stylu i wyposażonej w wiatraki. W październikowe noce piasek jest za zimny dla skorpionów i węży, które chowają się głęboko w piasku. Gdybyście jednak byli w Wahiba Sands latem, koniecznie wytrzepcie buty przed założeniem!


Do namiotu przylega prywatna łazienka pod chmurką. Przyjemnie było schłodzić się w wodzie, zwłaszcza, że żar lał się z nieba (39°C). Prysznic z widokiem na błękitne niebo to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju.

Jedzenie w Wahiba Sands
W Wahiba Bedouin Rustic Camp można wykupić obiadokolację (5 OMR), a śniadanie jest w cenie. Głównymi daniami są wielbłądy: mięso na kolację i ciepłe mleko na śniadanie. Oczywiście znajdą się też inne potrawy, w tym kurczak, ryż, gotowane warzywa i pieczywo. Kawa, herbata i zimna woda są dostępne bezpłatnie przez całą dobę.
Dojazd do Wahiba Sands
Wjazd na Wahiba Sands jest możliwy autem 4×4. Mając zwykłego sedana, zostawiliśmy go na parkingu w osadzie Bidiyah, a właściciel przyjechał po nas SUVem (15 OMR). Transfer (11 km w głąb pustyni) trwał 15 minut. Gdybyście jechali własnym autem z napędem na cztery koła, pamiętajcie, aby przed wjazdem na pustynię nieco spuścić powietrze z opon.
Podsumowanie
Doświadczenie nocy na pustyni Wahiba Sands to jedno z najprzyjemniejszych wspomnień z Omanu. Dzika przyroda i kontakt z lokalną tradycją sprawiły, że nie chciało się stąd wyjeżdżać. Gdybyście chcieli przyjechać do Wahiba Sands, koniecznie zostańcie tu na noc! Zachód i wschód słońca są niezapomniane.
Byliście w Wahiba Sands? Polecacie? 🙂






11 komentarzy
Pingback:
Pingback:
Ewa
Obozowisko i noc na pustyni musi być niezapomnianym przeżyciem. Ogrom piasków, wielbłądy, zwyczaje … A jak smakowało mięso i mleko z wielbłąda ?
Tierra Bonita
Bardzo smaczne 🙂
Pingback:
Pingback:
Krzywus
W jakich warunkach trzymają te wielbłądy?
Tierra Bonita
Wielbłądy żyją półdziko na pustyni, a na jedzenie i wodę przychodzą wtedy, gdy chcą 🙂
Kasia
Jaki jest koszt noclegu na pustyni? Bardziej opłaca się spać na pustyni czy znaleźć kwaterę gdzieś na obrzeżach?
Tierra Bonita
Zdecydowanie więcej opcji jest na samej pustyni, a ceny startują od ok. 120 zł za pokój za noc.
Ozo
Filmiki robią klimat, super sprawa!