Oman

Wadi Shab

Wadi Shab to jedna z najbardziej znanych atrakcji północnego Omanu. Wąwóz z krystalicznie czystą wodą leży prawie w połowie drogi między Sur a Maskatem. Jako bazę wypadową do Wadi Shab wybrałam Tiwi Beach, senną mieścinę nad Zatoką Omańską.

Jedziesz do Maskatu i szukasz inspiracji na jednodniową wycieczkę? Wadi Shab to połączenie przyrody i lokalnego kolorytu, a przy odpowiednim planowaniu zdążysz jeszcze wykąpać się w wodach Zatoki Omańskiej, pływając wśród żółwi.

Ruszamy? Ruszamy!

Tiwi Beach

Nowoczesny pensjonat „Tiwi Pearl” wyrastał ponad rozpadające się domy. Niech jednak nikogo nie zwiodą pozory – w tych domach wciąż tli się życie.

Tiwi Beach
Tiwi Beach – widok z tarasu na Zatokę Omańską

Z okien klimatyzowanego pokoju obserwowałam mężczyzn pichcących skromne posiłki w garkuchniach pod gołym niebem. Gromady dzieci wpadały z impetem w suszące się pranie. Wszystko za wysokimi murami otaczającymi domostwa, chroniąc się przed ciekawskimi spojrzeniami przechodniów.

Tiwi Pearl
Tiwi Beach, w tle biała bryła pensjonatu „Tiwi Pearl”

W Tiwi Beach na stałe mieszka 2,800 osób. Główna ulica nie ma nazwy, a wzdłuż niej przycupnęło większość małych restauracji i skromnych warzywniaków. Włóczyły się tu stada kóz i bezdomne koty, a zabłąkany wielbłąd wyjadał resztki z kontenera na śmieci. Powoli budowała się mała marina, a promenada nadmorska urywała się nagle wśród falochronów.

Promenada nadmorska w Tiwi Beach
Promenada nadmorska
Port w Tiwi Beach
Marina w Tiwi Beach
Tiwi Beach Oman
Tiwi Beach

Po drugiej stronie, nad brzegiem morza, ulokowano cmentarz. Otoczony niskim murkiem i zamknięty na kłódkę, cmentarz w Tiwi Beach był właściwie nieoznaczony. Można było poznać go wyłącznie po ustawionych na sztorc kamieniach: po jednym dla dziecka, po dwa dla kobiety i po trzy dla mężczyzny. W Omanie nie ma zwyczaju odwiedzania zmarłych, a więc nie ma zniczy, kwiatów, ani nawet nagrobków.

Cmentarz w Tiwi Beach
Cmentarz

Gdy tylko turyści odwiedzający Wadi Shab i Wadi Tiwi wrócą do Maskatu lub schowają się w nielicznych pensjonatach, młodzi Omańczycy zrzucają białe diszdasze i kąpią się w zatoce. Na ulicę wychodzą też kobiety, od stóp do głów ubrane na czarno, z maskami zasłaniającymi twarze. Najprzyjemniej jest tu o zachodzie słońca, gdy rozpoczyna się nawoływanie do modlitwy z trzech okolicznych minaretów.

Tiwi Beach
Warzywniak w Tiwi Beach
Warzywniak w Tiwi Beach

Tiwi Beach to miejsce mocno lokalne, gdzie w przeciwieństwie do większości atrakcji turystycznych mieszkańcy niezbyt dobrze mówią po angielsku. Choć ludzie twierdzą, że jest tu bardzo bezpiecznie, ciemne zaułki nie zachęcają do spacerów późno po zmroku.

Wadi Shab

Na parking przy Wadi Shab przybyłam tuż przed 9:00, zajmując jedno z ostatnich wolnych miejsc. Na parkingu rozstawiło się już kilka kiosków z kapokami, kołami ratunkowymi, zimnymi napojami i wodoodpornymi pokrowcami na telefony. Przy niewielkiej przystani, składającej się z trzech schodków, przycumowały trzy łodzie motorowe, gotowe do pracy.

Przystań w Wadi Shab
Przystań w Wadi Shab
Rejs do Wadi Shab
Rejs do Wadi Shab
Wadi Shab - widok z motorówki
Widok z motorówki

Mówią, że życie w Wadi Shab najlepiej widać nie w palmach ani w kwiatach, ale w wodzie. Wystarczy zanurzyć stopy w turkusowym basenie, by po chwili pojawiły się małe rybki Garra. Omańczycy żartują, że to najtańsze spa w kraju, rybki podskubują bowiem naskórek na stopach. Nic dziwnego, że wszyscy zakładają buty do pływania.

Wadi Shab
Szlak do Wadi Shab

Rejs w Wadi Shab

Opłaciwszy przejazd (1 OMR), udałam się w dwuminutowy rejs na drugą stronę wąwozu. Szlak początkowo prowadził szeroką aleją wśród gajów palmowych, bananowców i drzew papai. W cieniu pod palmami schroniło się kilka osiołków.

Wadi Shab
Wadi Shab
Osiołek w pracy
Osiołek w pracy

Szlak do Wahi Shab

Po półgodzinnym spacerze, szlak nagle zniknął w skałach, a ściany wąwozu zaczęły się zbliżać. Na dnie wąwozu pojawiła się turkusowa stróżka wody, a im głębiej w wąwóz, tym stróżka zamieniła się w strugę. Szlak raz pojawiał się, raz znikał. Raz wchodził w cień, innym razem wypadał wprost pod palące, omańskie słońce.

Wadi Shab
Wadi Shab
Wadi Shab
Na szlaku

Wreszcie pojawił się faladż, starożytny kanał nawadniający. Wędrowałam kilka minut jego brzegiem, aż zza wielkiej skały wyłonił się mały namiot, służący za przebieralnię. Dotarłam bowiem do miejsca, gdzie szlak zmienił się w krystalicznie czystą rzekę, podłużny basen o głębokości kilku metrów. Można było tu zawrócić, lub wpław przedostać się przez trzy baseny, aż do ukrytego wodospadu.

Faladż w Wadi Shab
Faladż w Wadi Shab
Wadi Shab
Przenośna przebieralnia
Wadi Shab
Wadi Shab

Czas wracać do Maskatu.

Bimmah Sinkhole

Po drodze między Wadi Shab a Maskatem ukrywa się jeszcze jedna atrakcja. Jest nią Bimmah Sinkhole, głęboki lej krasowy. Powstał po zapadnięciu się ziemi, lub, jak głoszą niektórzy, po uderzeniu meteorytu. Szlak do Bimmah Sinkhole prowadził przez ładnie utrzymany park pełen palm i obłędnie kolorowych kwiatów. Kilku turystów skusiło się na zejście po betonowych schodach na sam brzeg krystalicznie czystej wody i szykowało się do kąpieli. W przeciwieństwie do Wadi Schab, tutaj nie było ani krzty cienia.

Bimmah Sinknole
Bimmah Sinknole

Podsumowanie

Ze względu na bliskość stolicy Omanu i popularność Wadi Shab i Bimmah Sinkhole, dojazd do obu atrakcji jest bardzo dobrze oznaczony. Na bezpłatnych parkingach znajdziesz bezpłatne toalety. Również wejście jest bezpłatne, jeśli nie liczyć króciutkiego rejsu do Wadi Shab. Drogi dojazdowe są asfaltowe, więc nie potrzebujesz auta 4×4.

Kąpiąc się w Tiwi Beach, Wadi Shab i Bimmah Sinkhole, warto zadbać o odpowiedni strój – panowie szorty, panie leginsy i T-Shirt.

Żółwik w Tiwi Beach

Wracając do Maskatu, postanowiłam zboczyć nieco z autostrady i przejechać drogą krajową. Kolory Zatoki Omańskiej były niesamowite, turkus zmieniał się w lazur, a o brzeg waliły białe bałwany fal. W podróży towarzyszyło mi kilka wielbłądów. Niektóre objadały się rachitycznymi drzewkami na poboczach, inne dumnie spacerowały po asfalcie, nie zwracając najmniejszej uwagi na auta.

Podróż zatoczyła krąg i znów znalazłam się w Maskacie. Ostatni dzień spędziłam na trasie Rustaq Loop, pełnej niespodzianek. Stanęłam na Zwrotniku Raka i odwiedziłam niesamowite i nikomu nieznane muzeum w opuszczonej części wioski Rustaq. Ale o tym w kolejnym wpisie – do zobaczenia!

5 komentarzy

  • Pati

    Fajnie widzieć Oman inny niż w katalogu biur podroży. Na wszystkich omańskich grupach na fejsie wszyscy się zachwycają, że jest jak z baśni i rozstrząsają czy lepszy hotel Rotana czy Fanar w Salali. Jednak nie wszędzie jest prywatna plaża z palmami, drinki z palemką i wychuchany wodospad turystyczny. Znam osoby wręcz rozczarowane Omanem, bo naczytały się na forach, że tu wszystko jest jak w baśni, a po ulicach zamiast aut latają dywany, a potem pojechały na północ i tu niespodzianka, nie wszystko złoto, co się świeci.

    • Tierra Bonita

      Czekając na opóźniony lot powrotny w Maskacie spotkałam dwie Holenderki. Tego dnia przyleciały samolotem z Salalah (też opóźnionym) i wracały do Amsterdamu po miesiącu zwiedzania Omanu. Spytałam o wrażenia z Salalah i powiedziały, że srogo się tam wynudziły, a najbardziej podobało im się w Nizwie i w Maskacie, czyli na północy. Kwestia gustu – mi zawsze zależy, żeby zobaczyć coś lokalnego, porozmawiać z mieszkańcami, odejść od szlaku turystycznego. Nie lubię pobytów all inclusive z jednodniowymi wycieczkami z grupą i rezydentem. Za długo pracuję w turystyce 😀 Ale znam osoby, które uznają tylko taki tryb zwiedzania i to też jest ok 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Content is protected !!