
Kioto – Kraina Szogunów, Gejsz i Samurajów
Kioto (京都市) to jedno z pierwszych miast, które przychodzi na myśl gdy człowiek wyobraża sobie Japonię. Widzimy starożytne pagody, drewniane domy z tatami i futonami i oczywiście gejsze wystrojone w kimona. Marzymy o noclegach w ryokanach – tradycyjnych gospodach, kąpielach w onsenach – gorących źródłach, a także o spacerach po lesie bambusowym i wśród zabytków UNESCO.

Bez wątpienia urok Kioto wynika z dawnej funkcji miasta. Jako stolica Japonii przez ponad 1000 lat, było świadkiem niezwykłych przemian w Kraju Wschodzącego Słońca. Rezydowali tu cesarze, szoguni, samuraje, gejsze i ninja. Wznoszono tu i palono kolejne wspaniałe pałace. Toczono krwawe bitwy. Komponowano muzykę koto, pisano sztuki noh i kabuki, parzono zieloną herbatę na uroczystych ceremoniach. Wreszcie, to w Kioto upadł szogunat rodu Tokugawa, a bramy Japonii otwarto dla świata zewnętrznego po 250 latach całkowitej izolacji.

Kioto wyeksploatowano. Spakowano 1000-letnią stolicę i przeniesiono ją do Edo, dziś znanego jako Tokio.
Jak wygląda Kioto w 2026 roku?
W przeciwieństwie do Tokio czy Osaki, Kioto zupełnie nie ma atmosfery wielkomiejskiej. Brak tu drapaczy chmur, klaksonów, neonów czy firm technologicznych z pierwszych stron gazet. Są jednak zakątki, które borykają się z przesytem turystyki masowej. W rezultacie dzielnica Gion, kolebka gejsz, zamknęła część swoich zakamarków przed zachodnimi turystami. Za wejście na te ulice i czyhanie na gejsze z aparatami fotograficznymi można dostać spory mandat.

Co warto zwiedzić w Kioto? Zaparz zieloną herbatę, rozsiądź się wygodnie i przeczytaj dzisiejszy artykuł.
Ruszamy? Ruszamy!
Zwiedzanie Kioto
Z jednej strony, zwłaszcza w porównaniu do Tokio czy Osaki, Kioto jest niewielkie – liczy zaledwie półtora miliona mieszkańców. Ale z drugiej strony, trudno nazwać je miastem kompaktowym. Jeżdżą tu tylko dwie linie metra, a główne atrakcje rozsiane są po przeciwległych stronach miasta: wschodniej (Gion, Kinkakuji) i zachodniej (Arashiyama). Po Kioto jeździ się głównie autobusami. Komunikacja miejska jest sprawna, a bilet całodzienny kosztuje ¥1,100 (25 zł).

Zwiedzanie Kioto rozdzieliłam na dwa dni. Pierwszego dnia odwiedziłam Złoty Pawilon, Fushimi Inari z sześcioma kilometrami bram torii, Muzeum Samurajów i Teatr Siedmiu Tradycyjnych Sztuk Japonii. Drugi dzień rozpoczęłam od lasu bambusowego Arashiyama, przez świątynię Nanzenji aż po Gion. Na zakończenie wzięłam udział w ceremonii parzenia herbaty, która okazała się jedną z najciekawszych atrakcji całego wyjazdu do Japonii.

Kioto – Dzień 1
Zwiedzanie Kioto zaczęłam jednak od komicznej pomyłki. Chcąc przechytrzyć tłumy przy Złotym Pawilonie wstałam tuż przed 6:00. Przy bramie wejściowej byłam jedną z pierwszych odwiedzających! Ale chodząc po świątyni, Złotego Pawilonu nie znalazłam.
Co się stało?
Nawigację w telefonie ustawiłam na Ginkakuji zamiast na Kinkakuji. Jedna litera, dwie różne świątynie, w dwóch różnych częściach miasta. Cóż. Kreśląc te słowa mam nadzieję, że Czytelnik planujący wyjazd do Kioto trafi do tej świątyni, do której faktycznie trafić zamierzał.

Ginkakuji – Srebrny Pawilon
Ginkakuji (UNESCO) to ważny symbol estetyki zen w Japonii. Polecił ją zbudować pewien szogun, który uwielbiał tu medytować. Wbrew nazwie, główny pawilon w Ginkakuji wcale nie jest srebrny. Nie jest też główną atrakcją świątyni. Jest nią sam ogród, w szczególności minimalistyczny, suchy ogród zen, wykonany z zagrabionego, szarego żwiru. Układa się w kilka kompozycji o zachęcających nazwach, na przykład Morze Srebrnego Piasku oraz Platforma do Oglądania Księżyca.


Podobnie jak w Kinkakuji, biletem wstępu do Ginkakuji jest ofuda (お札) podłużny papierowy amulet. Ofuda wywodzą się z tradycji szintoistycznej, ale były silnie rozwijane także w buddyzmie japońskim. W epoce Edo stały się popularne jako duchowe certyfikaty ochrony wydawane przez świątynie i sanktuaria. Warto zachować je na pamiątkę.



Ginkakuji – informacje praktyczne:
- Wstęp: ¥500 (13 zł)
- Dojazd: Autobus linii 15 lub 205
- Czas zwiedzania: 30 min
Kinkakuji – Złoty Pawilon
Podobnie jak Ginkakuji, również świątynia Kinkakuji (UNESCO) powstała z polecenia pewnego szoguna. Jej centralną część stanowi ikoniczny Złoty Pawilon. Każde z trzech pięter wykonano w innym stylu. Najniższe piętro to styl pałacowy Heian, środkowe to styl samurajski, a najwyższe jest w stylu świątyni zen.


Pawilon, wzniesiony w XIV wieku, dotrwał do 1950 roku. Podpalił go wtedy pewien mnich cierpiący na zaburzenia psychiczne. To wydarzenie uwiecznił Yukio Mishima w bestsellerowej powieści psychologicznej zatytułowanej „Złota Pagoda.” Według powieści, akolita nie mógł znieść władzy piękna, jaką sprawowała nad nim świątynia, dlatego miał zdecydować się na zniszczenie Kinkakuji.

Pawilon odbudowano i ponownie pokryto płytkami złota dopiero w 1987 roku. Odnowiono wówczas malowidła wewnątrz świątyni. Na parterze przechowywane są posągi historycznego Buddy, na pierwszym piętrze posągi Czterech Niebiańskich Królów, a na ostatnim, wyłożonym błyszczącą, czarną laką, jedynie mały relikwiarz ze szczątkami Buddy. Wnętrza Złotego Pawilonu pozostają niedostępne dla zwykłych śmiertelników.

Kinkakuji – informacje praktyczne:
- Wstęp: ¥500 (13 zł)
- Dojazd: Autobus linii 204 lub 205
- Czas zwiedzania: 60 min
Fushimi Inari
Chramy szintoistyczne można rozpoznać po bramie torii. W Fushimi Inarii bram jest około 10,000! Ciągną się przez sześć kilometrów w kierunku chramu poświęconemu Bóstwu Ryżu. Bramy sponsorowane są przez różne firmy, które liczą na wsparcie bóstwa w rozwoju biznesu, niekoniecznie związanego z rolnictwem. Chcąc postawić tu własną bramę, należy liczyć się z kosztem ¥400,000 (10,000 zł) wzwyż.

Obok lasu bambusowego Arashiyama i dzielnicy Gion, Fushimi Inari to jedna z najbardziej obleganych atrakcji w Kioto. Choć tego typu bramy (co prawda na mniejszą skalę), można zobaczyć w innych miejscach, na przykład w chramie Nezu w Tokio, Fushimi Inari wpisano w Google Maps jako „Ultimate Torii Experience”. Kto nie chciałby przeżyć „Wyjątkowego Doświadczenia Torii”?


Fushimi Inari – informacje praktyczne:
- Wstęp: Bezpłatny, czynne całodobowo
- Dojazd: Pociąg Keihan Main Line (ok. ¥250 – 7 zł)
- Czas zwiedzania: 45 – 60 min
Muzeum Samurajów (filia w Kioto)
Choć Muzeum Samurajów nie należy do najtańszych, zdecydowanie warto je zwiedzić. Sympatyczny przewodnik zwięźle i przystępnie przedstawił tę niegdyś jedną z najważniejszych klas społecznych Japonii. Po pierwsze, aby zostać samurajem, należało przyjść na świat w rodzinie samurajskiej. Po drugie, każdy samuraj – zarówno kobieta jak i mężczyzna – posiadał dwa miecze i zbroję ważącą 20 kilo. A po trzecie, oprócz walki, samuraj spędzał czas pisząc wiersze i komponując muzykę.



Ostatni samuraj zmarł w 1877 roku, ale pamięć o nich przewija się nie tylko w filmach i programach biur podróży. Samurajowie założyli firmę Mitsubishi, a herby dwóch samurajskich klanów zaszyte są w logo giganta motoryzacji po dziś dzień. W Muzeum Samurajów poznałam także na przykład technikę wykonywania samurajskiego miecza. Okazało się, że miecz miał tylko jedno ostrze, bo służył wyłącznie do cięcia.



- Wstęp: ¥3,300 (75 zł)
- Dojazd: Autobus linii 12 lub 15, lub metro (Tozai Line)
- Czas zwiedzania: 60 min
Teatr Siedmiu Tradycyjnych Sztuk Japonii
Po chwili odpoczynku w hotelu wsiadłam w autobus i przyjechałam do Gion, serca dzielnicy gejsz. Spektakl Siedem Tradycyjnych Sztuk Japonii odbywał się w Gion Corner, teatrze na 165 miejsc. Każdą z siedmiu sztuk poprzedzał krótki komentarz po japońsku i po angielsku, który tylko trochę pomógł w ich odbiorze. O ile ikebanę – sztukę układania kwiatów czy kyomai – taniec gejszy, można było zrozumieć bez problemu, tak pozostałe sztuki okazały się wyzwaniem.

Szczególnie specyficzną sztuką, jaką zobaczyłam w Gion Corner, była noh, wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Zażywny mężczyzna w kolorowych szatach wykonywał flegmatyczne, chwilami nieskoordynowane ruchy wyprostowanymi ramionami. Spod białej, znacznie za małej maski, wylewała się spocona, czerwona twarz aktora. Sztuce towarzyszył dźwięk tradycyjnych japońskich instrumentów.

Zagraniczna widownia, podobnie niezaznajomiona z noh jak ja, odetchnęła z ulgą gdy tylko zmieniła się scenografia, a na scenę wkroczyła maiko – uczennica gejszy.
Gion Corner – informacje praktyczne:
- Wstęp: ¥5,500 (125 zł)
- Dojazd: Autobus linii 206
- Czas spektaklu: 45 min
Gejsze w Kioto
Nie sposób odwiedzić Kioto i nie wspomnieć o gejszach, artystkach występujących w tradycyjnych ochayach (herbaciarniach) od ponad 300 lat. Aktualnie profesja jest na wymarciu, a sztuką zajmuje się zaledwie 250 gejsz.
Gejsza (dosł. osoba sztuki) to termin określający kobiety (dawniej też mężczyzn) wykształcone na wszechstronne artystki. Gejsze układają kwiaty, grają na shamisenie i zabawiają gości elokwentną rozmową i grami. Ich twarze, malowane na biało, nawiązują do czasów sprzed dobrodziejstw elektryczności. Biała farba rzucała się w oczy i kontrastowała z krwistoczerwoną szminką.

Wbrew powszechnym mniemaniu, nie są damami do towarzystwa. Tę funkcję dawniej pełniły osoby określane mianem oiran. Łatwo było odróżnić je od gejszy na przykład po wulgarnym makijażu, egzaltowanych ozdobach i krzykliwych kimonach.
W Kioto można spotkać dwa rodzaje gejsz: maiko i geiko. Maiko to uczennica gejszy. Mieszka w okiya, domu zarządzanym przez emerytowaną gejszę i pod jej okiem pobiera nauki śpiewu, gry na instrumentach czy sztuki konwersacji. Choć niegdyś zostawało się maiko w wieku 6 lat, 6 miesięcy i 6 dni, dziś ten wiek nieco się podniósł. Po pięciu latach intensywnej nauki, maiko zdaje egzaminy i w rezultacie staje się geiko. Od tej pory geiko musi sama zarobić na swoje utrzymanie i pozyskać własnych klientów.

Dziś klientami gejszy są głównie bogaci japońscy biznesmeni. Prywatność gejsz i klientów jest pilnie strzeżona, a same artystki uchodzą za celebrytki. Gejsze jeżdżą prywatnymi wagonami w Shinkansenach, a także latają ekskluzywnymi odrzutowcami. Nawet sami Japończycy nie wiedzą dokładnie, gdzie mieszkają. Profesja wymiera, bo młodzież japońska nie jest zainteresowana ani kształceniem się na gejszę, ani uczestniczeniem w ich spektaklach. Wraz z gejszami wymrze tradycyjna japońska muzyka, a także wiele innych zawodów, takich jak producenci kimon czy peruk.
Kioto – Dzień 2
Arashiyama
Arashiyama (UNESCO) to las wysokich, gęstych bambusów tworzących naturalny tunel. Rośnie we wschodniej części Kioto, u stóp Góry Burz (嵐山 – Arashiyama). Ten gatunek bambusa, moso, pochodzi z Chin i Tajwanu, ale dobrze przyjął się w Japonii. Jest wielofunkcyjny: wypustki z podziemnych korzeni są jadalne, a z łodyg wytwarza się włókno wiskozowe. Może osiągnąć wysokość 28 metrów i przetrwać temperatury sięgające −15 °C. Dźwięk bambusa kołyszącego się na wietrze uznano za jeden ze 100 pejzaży dźwiękowych Japonii.



Według legendy, las bambusowy w Arashiyama jest symbolem wiecznej miłości, a dźwięk bambusów ma przypominać odwiedzającym o sile prawdziwego uczucia. Legenda opowiada o młodym pasterzu Takeshim i dziewczynie o imieniu Hana, którzy bardzo się kochali. Ich szczęście przerwali jednak bogowie, wybierając Hanę do świętego rytuału na pobliskiej górze. Zrozpaczony Takeshi postanowił odnaleźć bogów i błagać ich, by pozwolili mu być z ukochaną.

W drodze spotkał starca — boga Inari — który podarował mu magiczne nasiona bambusa. Powiedział, że jeśli zasieje je z prawdziwej miłości, bambusy połączą jego i Hanę. Takeshi zasiał nasiona i ruszył dalej walczyć o ukochaną. Z czasem bambusy rozrosły się w ogromny las, którego szelest niósł się po całej okolicy. Mam nadzieję, że Takeshi w końcu wydarł Hanę bogom, choć w Japonii wszystko jest możliwe.



Arashiyama – informacje praktyczne:
- Wstęp: Bezpłatny, czynne całodobowo
- Dojazd: Pociąg linii Keifuku (¥250 – 7 zł) lub JR Sagano (¥250 – 7 zł)
- Czas zwiedzania: 45 min
Nanzenji
Przeniosłam się znowu na wschód Kioto, tym razem do podnóży gór Higashiyama. Mieści się tu Nanzenji, 800-letnia świątynia buddyzmu zen. W przeciwieństwie do zatłoczonej Arashiyamy, w Nanzenji panował sielski spokój. Najbardziej znanym ogrodem w Nanzenji jest suchy ogród karesansui. Rolę stawu czy rzeki pełni grabiony żwir, symbolizujący wodę. Kamienie reprezentują wyspy, góry albo zwierzęta, a całość ma sprzyjać medytacji i wyciszeniu.



Przez zielone tereny Nanzenji przechodzi ceglany akwedukt. Choć do złudzenia przypomina swoje rzymskie odpowiedniki, akwedukt Suirokaku pochodzi z 19-wiecznej Japonii. Powstał w epoce Meiji, gdy Japonia szybko się modernizowała i zaczęła łączyć zachodnią inżynierię z tradycyjnym krajobrazem. Akwedukt ma 93 metry długości i wznosi się na wysokość dziewięciu metrów. Na górze płynie czyściutka woda, a tuż obok prowadzi ścieżka, którą można wrócić do centrum Kioto.


Nanzenji – informacje praktyczne:
- Wstęp: ¥500 (13 zł)
- Dojazd: Metro (Tozai Line)
- Czas zwiedzania: 30 – 45 min
Ryozen Kannon
Nieopodal dzielnicy Higashiyama we wschodnim Kioto natrafiłam na kremowo białą głowę, wystającą sponad drzew. Podobnie jak wielu odwiedzających, trafiłam tu przypadkiem, spacerując w kierunku chramu Yasaka, po brzegi wypełnionego turystami. Wraz z biletem wstępu otrzymałam odpalone kadzidło. Sprzedawca poinformował, że to kadzidło świeckie, nie zanoszące modłów do bóstw a upamiętniające poległych. Ryozen Kannon to bowiem japoński Grób Nieznanego Żołnierza.

Posąg ma 24 metry wysokości i przedstawia Kannon Avalokiteśvara, buddyjską bodhisattwę współczucia i miłosierdzia. Kannon waży 500 ton, a sam nos ma ponad metr długości. Został wzniesiony w 1955 roku jako miejsce modlitwy za ofiary wojny i symbol pokoju. W chramie znajdują się także wizerunki bóstw wiatru i pioruna oraz tablice upamiętniające ponad dwa miliony Japończyków poległych podczas II wojny światowej.

Między stawem Kagamlike a posągiem Kannon, po lewej stronie, wisi ogromna, pozłacana kula. W buddyzmie symbolizuje istotę absolutnie doskonałą oraz kosmiczną energię istniejącą w niebie i na ziemi, dającą życie wszystkim istotom. Według tradycji, w epoce Heian w tej okolicy ukryto święty skarb buddyzmu ezoterycznego: Nousashou-Nyoi-Houju. Wierni dotykają kuli, odprawiając modlitwy.
Ryozen Kannon – informacje praktyczne:
- Wstęp + kadzidło: ¥300 (7 zł)
- Dojazd: Autobus linii 13 lub 203
- Czas zwiedzania: 15 – 20 min
Gion
Gion (UNESCO) to przede wszystkim drewniane domy machiya i zabytkowe herbaciarnie ochaya. To jedno z nielicznych miejsc w Kioto, gdzie można spotkać geiko i maiko w drodze na wieczory z klientami. Nocą, gdy znikają stąd turyści, w Gion czuć jeszcze atmosferę starego Edo. Z kolei za dnia Gion nabity jest tłumem z całego świata. Aby chronić prywatność gejsz i klientów, wprowadzono zakaz wstępu na niektóre uliczki oraz całkowity zakaz fotografowania gejsz.


Najbardziej znaną ulicą Gion jest Hanamikoji Street. Na tyłach, w zakazanych uliczkach, klienci zamawiają wieczory z maiko lub geiko. Okiya, dom gejszy, przygotowuje artystkę do spektaklu: zakłada bardzo drogie kimono, układa włosy (maiko) lub perukę (geiko) i maluje twarz na biało. Nie każdy może korzystać z usług gejszy. Trzeba być szanowanym biznesmenem, aby zostać zaproszonym do herbaciarni ochaya lub ekskluzywnej restauracji ryotei. To hermetyczny świat, pełen iluzji i konwenansów, a dla obcokrajowców praktycznie niedostępny.


Turyście pozostaje spotkać maiko jedynie w teatrze lub podczas ceremonii parzenia herbaty. Aby mieć pewność, że mistrzynią ceremonii będzie maiko, należy zarezerwować wizytę z przynajmniej dwumiesięcznym wyprzedzeniem.

Ceremonia Parzenia Herbaty
Mistrzyni ceremonii parzenia herbaty (UNESCO) zaprosiła mnie do niskiego stolika. Pomieszczenie chashitsu (茶室) w zabytkowym, ponad 100-letnim domu, wyłożone było tatami. W rogu pokoju znajdowała się pusta nisza tokonoma (床の間), przeznaczona na jeden starannie wybrany element: zwój kaligrafii lub prosty, sezonowy bukiet kwiatów (ikebana).

Herbata trafiła do Japonii 400 lat temu za pośrednictwem pewnego mnicha buddyjskiego, który leczył nią różne schorzenia w klasztorze. Przeniesiona na świecki grunt formalna ceremonia trwała zwykle cztery godziny. Wszystko miało znaczenie, od koloru serwetki (obowiązkowo cynobrowa, jak brama torii), przez słodkości (koniecznie sezonowe), po ozdoby na czarkach (koniecznie każda inna).

Przed rozpoczęciem ceremonii odbyła się chwila medytacji, a następnie uderzenie w niewielki gong. Mistrzyni zaprosiła uczestników do celebracji chwili w myśl zasady ichi go ichi e, dosł. „jedno spotkanie, jedna chwila.” Sensem tego powiedzenia, kojarzonego głównie z ceremoniami parzenia herbaty, jest świętowanie chwili ulotnej. Każde spotkanie jest niepowtarzalne, nie da się go dokładnie odtworzyć, dlatego warto traktować je z pełną uwagą i szacunkiem.

Mistrzyni ceremonii wprawnymi ruchami przygotowała matchę, sproszkowaną zieloną herbatę. Gdy podeszła do mojej czarki, jedynie się uśmiechnęła. Okazało się, że moja matcha nie nadawała się do picia! Trzeba było ją jeszcze mocniej spienić bambusową miotełką chasen (茶筅), a później jednym ruchem dłoni na środku spienionej matchy uformować stożek nawiązujący do świętej góry Fudżi.
Ważny okazał się także sposób picia matchy. Należało wypić ją na trzy łyki, a ostatni zakończyć dyskretnym siorbnięciem. W czasach sprzed elektryczności, miało to na celu poinformować gospodynię, że skończył się napój i oczekujemy na więcej.
Maikoya Gion Nishiki – informacje praktyczne:
- Wstęp + kimono : ¥6,900 (158 zł)
- Dojazd: Metro (Keihan Line) lub autobus linii 4, 5 lub 205
- Czas ceremonii: 45 min + zdjęcia
Podsumowanie
Zabrakło mi dni na zwiedzanie Kioto. Nie żałuję jednak zastąpienia świątyni Kiyomizudera czy Ścieżki Filozofów ceremonią parzenia herbaty. Uprzejme panie ułożyły mi włosy z najwyższą starannością, a dobór ozdób do włosów pod kolor kimona potraktowały jak sprawę wagi państwowej. W ogromnym pędzie masowej turystyki, jaka przewala się dziennie przez Gion, chwila w herbaciarni pozwoliła odetchnąć i poczuć się jak długo oczekiwany gość.

Podsumowując, ze wszystkich odwiedzonych dotąd miast w Japonii (Tokio, Osaka, Hiroszima), Kioto najbardziej przypadło mi do gustu. Gdybym mogła jeszcze kiedyś wrócić do Japonii, przyleciałabym na przynajmniej tydzień do Kioto. Odwiedziłabym onsen, spędziła więcej czasu w mniej turystycznych zakątkach Arashiyamy i poprzesiadywałabym w lokalnych knajpkach.

Pobyt w Japonii powoli dobiegał jednak końca. Pełna nostalgii i niedosytu wsiadłam w Shinkansen i pomknęłam ku betonowym paszczom Tokio, największej metropolii świata.
Wybierasz się do Japonii? Sprawdź co jeszcze warto zwiedzić!
- Nikko i Trzy Mądre Małpy
- Święty Wulkan Fudżi
- Hiroszima – Miasto, Które Przetrwało
- Miyajima i Świątynia na Wodzie
- Nara – Pierwsza Stolica Japonii
- Osaka – Miasto Przyszłości
- Tokio – Megamiasto
Zaobserwuj Tierra Bonita na Facebooku, YouTube i Instagramie!







10 komentarzy
Pingback:
Pingback:
Karolina
Lecimy do Japonii we wrześniu, ale tylko na tydzień. Planowaliśmy zobaczyć Kioto w jeden dzień. Jak zaplanować ten dzień, żeby jak najwięcej z niego wycisnąć?
Tierra Bonita
Myślę, że jako żelazny punkt zaplanowałabym Złoty Pawilon i Gion, a reszta zależy od preferencji 🙂
Grażyna z Januszexu
Gion przereklamowany, pułapka turystyczna, drożyzna, za to pełno influencerów.
Majkel
Dzień dobry! Byłem wczoraj na prelekcji w Łodzi i wyszedłem pełen podziwu dla Pani elokwencji, charyzmy i umiejętności opowiadania. Zdjęcia też kapitalne! Mam nadzieję, że planuje Pani kolejne podróże i kolejne prelekcje. Wspaniałości!
Tierra Bonita
Dzień dobry i dziękuję! Najprawdopodobniej kolejna prelekcja odbędzie się jesienią (listopad), ale kierunek na razie pozostaje tajemnicą 😀 Do zobaczenia!
Oczarowana
Kapitalny wpis! Przeniosłam się na chwilę w zamierzchłe czasy. Japonia jest poza moim budżetem, ale fascynuje się kulturą Japonii. Po orzeczytaniu „Wyznania gejszy” – przepadłam!
Tierra Bonita
Też czytałam – pierwszą połowę książki z zapartym tchem, ale drugą już nieco mniej lekko, za dużo w niej spraw politycznych jak na mój gust. Jeśli chodzi o budżety, to Japonia jest krajem o wiele tańszym od Polski, a głównym wydatkiem jest przelot.
Pingback: