
Osaka – Miasto Przyszłości
Osaka to trzecie, po Tokio i Jokohamie, największe miasto Japonii. Choć liczba mieszkańców (19 mln w obszarze metropolitalnym) nie robi aż tak dużego wrażenia, jak Tokio (37 mln), tak gęstość zaludnienia 12 500 osób na km2 przyprawia o zawrót głowy.

Czuć to szczególnie wieczorami w dzielnicach Dotonbori i Den Den Town, gdzie dzień w dzień i noc w noc przelewa się gęsty tłum. Jeśli stracisz tu kogoś z oczu choćby na moment, już go nie odnajdziesz.
Osaka to raj dla miłośników urbanistyki, elektroniki, anime i świetnej kuchni, a jednocześnie wyzwaniem dla introwertyków i fanów świętego spokoju. Takie było moje pierwsze wrażenie, gdy przeciskałam się przez tabuny ludzi miedzy dworcem Osaka Namba a hotelem w sąsiedztwie Dotonbori.

Osaka od wieków intryguje podróżników swoją energią, historią i wyjątkową atmosferą. Zawsze stanowiła centrum handlu i kultury, a lokalne uliczki tętniły życiem już w epoce Edo. Dziś Osaka łączy nowoczesne drapacze chmur z tradycyjnymi świątyniami, tworząc miejsce, które fascynuje nie tylko orientalistów.
Co warto zwiedzić w Osace? Sprawdź dzisiejszy artykuł i zaplanuj własną podróż!
Osaka w Jeden Dzień
Wiele osób żałuje Osaki. Jedni żałują, że przyjechali na tak krótko, inni, że w ogóle przyjechali.
Wśród największych atrakcji Osaki, wymienia się Universal Studios Japan, Osaka Aquarium Kaiyukan oraz Namba Yasaka – świątynię, do której wchodzi się przez ogromną paszczę lwa, zwykle mylonego ze smokiem. W Osace postawiłam jednak na nieco mniej oblegane miejsca.
Jakie?

Kuromon Market
Kuromon Market, zadaszony i gwarny bazar o długości 600 metrów pachnie czym chata bogata. Czego tu nie ma! Ostrygi, przegrzebki, kraby, tuńczyki, jeżowce (!), ośmiorniczki, krewetki…
Na odważnych koneserów, na Kuromon Market w Osace czeka fugu, przyjemna rybka, która zawiera tetrodotoksynę, śmiertelną truciznę, wielokrotnie silniejszą od cyjanku. Toksyna znajduje się głównie w organach wewnętrznych ryby: wątrobie, ikrze oraz skórze. Rybę fugu mogą przyrządzać wyłącznie licencjonowani kucharze, którzy zdali państwowy egzamin.

„Targ pod Czarną Bramą” w Osace składa się z około 150 stoisk. Tradycja handlowa w tym miejscu sięga 200 lat, a więc do epoki Edo. Nazwa „Kuromon” nawiązuje do czarnej bramy z pobliskiej świątyni Enmyoji. Sama brama (wraz ze świątynią) spłonęła w 1912 roku, ale pamięć o niej zachowała się w nazwie.

Dodatkowo, Kuromon Market hołduje tradycji tabe-aruki. Polega ona na niespiesznym przechadzaniu się wśród jedzenia i kosztowaniu mniejszych porcji różnych dań. Wszystko jest świeżutkie, a sprzedawcy przygotowują potrawy na oczach odwiedzających. Co więcej, Osaka ma smakołyki na każde podniebienie. Na Kuromon Market kupisz nawet olbrzymie, białe truskawki i idealnie okrągłe melony.

Zamek w Osace
Zanim lunął srogi deszcz, zawitałam do parku okalającego Brokatowy Zamek. Zbudował go pewien nieustraszony samuraj jako symbol swojej nieograniczonej władzy. Niestety, wraz z nadejściem panowania rodu Tokugawa (dowiedz się więcej we wpisie Nikko i Trzy Małpy), zamek w Osace doszczętnie spłonął.


Zamek w Osace można rozpoznać po dwóch elementach: zielonych dachówkach i pozłacanych detalach, zwanych shachi (鯱). Shachi to mitologiczne stwory o ciele karpia i głowie smoka lub tygrysa. Wierzy się, że dzięki legendarnej umiejętności przechowywania wody w żołądku, shachi chroni drewniane budowle przed pożarami niczym gaśnica.

Wbrew pozorom, zamek w Osace nie ma pięciu pięter, a osiem. Składa się z 13 obiektów o łącznej powierzchni 60,000 m2. Budowle otacza masywny mur i fosa, a dalej rozciągają się drzewa śliw i wiśni. Spostrzegawczy zauważą, że mur otaczający zamek w Osace trzyma się bez zaprawy, a w blokach granitowych widać herby klanów, które przytachały je tu z z kamieniołomów nad Morzem Wewnętrznym.

Shitennoji
Obeszłam zamek Szlakiem Wewnętrznym (3 km) i udałam się metrem do najstarszej świątyni w Japonii, Shitennoji, założonej w 593 roku.

Niestety wszystkie jej dotychczasowe wersje spłonęły, oglądałam więc jej wierną rekonstrukcję z 1963 roku. W przeciwieństwie do większości świątyń buddyjskich, Shitennoji jest niezwykle symetryczna. Jej najważniejsze obiekty: pięciopiętrową pagodę, Pawilon Główny (Kondo) i Pawilon Wykładowy (Kodo) ustawiono w idealnie prostej linii z południa na północ.

Nazwa Shitennoji, choć w języku angielskim brzmi niefortunnie, w buddyzmie oznacza Czterech Niebiańskich Królów. Opiekują się oni kierunkami kardynalnymi: Wschodem, Południem, Zachodem i Północą. W architekturze buddyjskiej często występują jako wojownicy o przerażającym wyrazie twarzy.

W Shitennoji spakowałam buty do specjalnej torebki i w skarpetkach weszłam do wnętrza buddyjskiej pagody. Deszcz uderzał o drewnianą konstrukcję i osadzał się na moskitierach, zabezpieczających ją przed wilgocią. Zjadłam też pyszne taiyaki, ciasteczka w kształcie ryby z ciepłym nadzieniem śmietankowym, które rozgrzało mnie w ten ponury i deszczowy dzień.


Do świątyni przylegał spory cmentarz. Choć w Japonii nie ma zwyczaju chadzania na groby i zapalania zniczy, wszystkie nagrobki były czyściutkie i zadbane. Ze względu na powszechną kremację (99,9%), pomniki są niewielkie i składają się z pionowego napisu, stojaka na kadzidło i wazonu na kwiaty.

Przy cmentarzach można wypożyczyć drewniane wiaderka, często z czerpakiem zwanym hishaku. Służą one odwiedzającym do rytualnego obmycia grobowca (haka-mairi), co jest wyrazem szacunku i pamięci o zmarłych przodkach.


Isshinji
Skierowałam kroki ku jeszcze ciekawszej świątyni buddyjskiej, Isshinji. Słynie na na całym świecie z „Kościanych Buddów”. Unikalna tradycja okotsubutsu polega na tworzeniu posągów Buddy z prochów skremowanych wiernych. Pierwsze sześć posągów nie przetrwało drugiej wojny światowej, a do dziś zachowało się siedem. Każdy powstaje co 10 lat (ostatni w 2017 roku) i składa się z prochów 120,000 – 150,000 ludzi.

Oprócz „Kościanych Buddów”, w Isshinji można odwiedzić salę Sanzen Butsudo, którą zdobi największy na świecie mural wykonany techniką temperową. Nie było mi dane go zobaczyć, ponieważ akurat odbywał się pogrzeb. Uprzejma Japonka w białych rękawiczkach wskazała na dwujęzyczny znak, informujący o uroczystości i umożliwiający wejście jedynie żałobnikom.

Na pocieszenie, zatrzymałam się na chwilę przy niecodziennej bramie wejściowej do Isshinji, zwanej mon (門). W przeciwieństwie do innych bram świątynnych, ta w Isshinji w Osace zbudowana została ze stali, betonu i szkła. Bramę ochrania dwóch strażników Nio, Agyo i Ungyo, odlanych z brązu.
Tsutenkaku
Osaka słynie z kilku punktów widokowych. Najbardziej znanym jest „Wieża Sięgająca Nieba„. Mierzy 108 metrów, a główny taras widokowy mieści się na 91. metrze. Oryginalna wieża, mająca nawiązywać stylem do paryskiej wieży Eiffla, stanęła tu w 1912 roku. Niestety, Tsutenkaku uległa zniszczeniu w czasie drugiej wojny światowej. Rozebrano ją wtedy na części, a metal wykorzystano do produkcji zbrojeń wojennych.

Dekadę po wojnie, pod naciskiem mieszkańców, wieżę Tsutenkaku odbudowano. Obwarowano ją LEDowymi neonami, które zmieniają się co dwa miesiące, nawiązując do ważnej w Japonii sezonowości. Na wiosnę, Tsutenkaku mieni się kolorami sakury, a jesienią przybiera barwy momiji, czerwonych liści klonu. Od 1957 roku, wieżę sponsoruje firma Hitachi; nie sposób nie zauważyć jej ogromnego logo.
Wieża Tsutenkaku uświetnia dzielnicę Shinsekai w Osace, zwaną „Nowym Światem”. To miejsce pełne nostalgii, nawiązujące klimatem do początków dwudziestego wieku. Są tu zarówno retro bary, jak i tradycyjne izakaya, niewielkie knajpki pełne Japończyków i Japonek. Po zmroku, dzielnica Shinsekai rozbłyska setkami neonów. Niektóre, takie jak trójwymiarowa ryba fugu, znane są na całym świecie.
Abeno Harukas
Ze wszystkich punktów widokowych Osaki, zdecydowałam się na jeden: Abeno Harukas. To ogromne centrum handlowe, pełne topowych marek, takich jak Gucchi, Emporio Armani czy Prada. W piękną pogodę, z tarasu widokowego na 60. piętrze w Osace można dostrzec Kobe, Nara a nawet Kioto. Osaka prezentuje się wspaniale z wysokości 300 metrów, zarówno o zachodzie słońca, jak i nocą.


Wagyu i Shabu Shabu
Ponieważ Osaka to przede wszystkim pyszna kuchnia, nie mogłam odmówić sobie spróbowania Wagyu, największego kulinarnego skarbu Japonii. Dzięki wyjątkowej marmurkowatości (obecności gęstych żyłek tłuszczu), wołowina Wagyu rozpływa się w ustach.

Wróciłam metrem do dzielnicy Dotonbori i udałam do bardzo lokalnej knajpki, specjalizującej się w shabu shabu. To popularny w Japonii sposób przygotowania potraw. Na stoliku umieszcza się gotujący kociołek z bulionem (hot pot), w którym samodzielnie gotuje się cieniutkie plastry surowego mięsa (najczęściej Wagyu) oraz świeże warzywa. Nazwa shabu shabu pochodzi od dźwięku, jaki wydaje mięso mieszane pałeczkami we wrzątku.

Odnalezienie lokalu nie było łatwe, zwłaszcza, że Osaka słynie z tysięcy takich knajpek. Ostatecznie rozpoznałam ją po przypadkowym zdjęciu w aplikacji Tabelog (japoński odpowiednik amerykańskiej aplikacji Yelp). Byliśmy tu jedynymi obcokrajowcami. Potrawa była koszmarnie droga jak na warunki japońskie (6,700¥), ale wyszłam stamtąd z poczuciem dobrze zainwestowanych jenów.
Dotonbori
Droga powrotna do hotelu wiodła przez specyficzne dzielnice Dotonbori i Den Den Town.

Dotonbori to tętniące życiem serce Osaki, które słynie z gigantycznych neonów, legendarnych tłumów i kultury kuidaore, czyli jedzenia do upadłego. Najbardziej znanym i obleganym neonem jest Glico Man, reklama firmy Glico, będącej producentem Pocky, patyczków w czekoladzie. Mężczyzna na reklamie biegnie od 1935 roku, choć wielokrotnie go modernizowano. Ostatnio w 2014 roku, gdy wymieniono leciwe żarówki na nowoczesne LEDy.


Den Den Town
Z kolei w dzielnicy Den Den Town króluje elektronika. Przyciąga przede wszystkim fanów anime, mangi, gier retro oraz nowych technologii, oferując setki sklepów z figurkami, konsolami i gadżetami kolekcjonerskimi. Spacer po Den Den Town pozwala odkryć bardziej alternatywne oblicze Osaki, pełne neonów, salonów arcade i specyficznych maid café.

Wstąpiłam na chwilę pięciopiętrowego salonu arcade. Piętra dosłownie uginały się od gier, magazynów i gadżetów z mangą i anime. Jak igły w stogu siana szukałam tu pomarańczowej bluzy z mangi „Doragon Boru” (1984 r.), znanej w Polsce jako „Dragon Ball”.

Mój łamany japoński („Doragon Boru wa doko desuka?” – „Gdzie jest Dragon Ball?”) przyniósł nieoczekiwany skutek. Dowiedziałam się, że „Dragon Ball” to manga dla starych ludzi. Bluz nie było, ale dorwałam pierwszą książkę z pierwszej serii „Dragon Ball”. Planuję na niej ćwiczyć czytanie w japońskich alfabetach.
Podsumowanie
Przyznam szczerze, że Osaka nie wywarła na mnie piorunującego wrażenia. Oczywiście, de gustibus non est disputandum. Myślę, że to dobra baza wypadowa do Nara, choć gdybym mogła jeszcze raz zaplanować wyjazd do Japonii, zamieniłabym Osakę na jeden dodatkowy dzień w Kioto. Ze wszystkich miast Japonii, to właśnie Kioto przypadło mi do gustu najbardziej. Dlaczego? O tym już wkrótce na blogu!
Co jeszcze warto zwiedzić w Japonii?
- Nikko i Trzy Mądre Małpy
- Święty Wulkan Fudżi
- Hiroszima – Miasto, Które Przetrwało
- Miyajima i Świątynia na Wodzie
- Nara – Pierwsza Stolica Japonii
Byliście w Osace? Jak wrażenia?






